"
Ja myślę, że naprawdę uciekał: tyle, że przed sobą, przed biedą, przed brakiem szans i perspektyw. Uciekał dręczony jaskółczym niepokojem, bo jako poeta widział więcej i czuł więcej. Więcej niż mógł znieść. Dzielił się tymi odczuciami z wszystkimi na wieczorkach poetyckich. I był słuchany. Słuchały go zwłaszcza kobiety, bo to przecież tylko One posiadają wrażliwość, miłosierdzie, dar empatii, który nie pozwala im przejść obojętnie obok cierpienia, nawet mrocznego cierpienia. Bo ono było, jak się okazało, mroczne.
[…]
Batalia Simona nie skończyła się na Czarnym Lądzie: on walczył nadal z uprzedzeniami i rasizmem i niesprawiedliwością. Bo czym są takie drobiazgi jak HIV wobec miłości do poezji? Zwłaszcza, że źródłem była miłość, taka jaką potrafi dawać tylko biała kobieta czarnemu mężczyźnie.
[…]
I przypuszczam, że Simon M., nawet, jak zostanie - w mojej ocenie - niesłusznie uwięziony, nie rozczaruje się ani swoją nową Ojczyzną, ani jej obywatelami - także tam przebywającymi. Myślę, że stworzą mu okazję do walki wskazanym powyżej orężem - o swoje przekonania.
"Simon M. - żołnierz wolności!
http://interia360.pl/polska/artykul/simon-m-zolnierz-wolnosci,11504”